W drodze do Wiednia  22.9.09

Dzisiaj przekroczylismy granice austryjacka. Oboje czujemy sie zupenie niezrecznie w poslugiwaniu sie niemieckim. Drogi, pomimo ze poczatkowo wydawaly sie nieznajome i gubiace sa w rownej mierze doskonale oznakowane. Jak do tej pory Austria wyglada na “ogolocona”, prawie w stu procentach ziemia jest wykorzystywana do celow rolniczych.

Wieden pachnie rzepakiem 23.9.09

Droga do Wiednia wiedzie poprzez wszelakie pola uprawne. Traktory i zmechanizowane urzadzenia uzytku rolniczego posuwaja sie z wona snujac za soba parawan z ziemi. Na

Horyzoncie ospale wiatraki.  Urodzajne pola oferuja ziemniaki, buraki cukrowe, dynie, marchew itp… Czyzby  nadalzaly wykarmic zglodniale miasto? Delektuje sie wonia rzepaku, ktory przywoluje wspomnienia z dziecinstwa.

Wiedenskie drogi szybkiego ruchu rowerowego  24.9.09

Dunaj witan as rozgrzanym sloncem i licznymi plazowiczami wzdluz tej poteznej rzeki. Przyjemnie chlodne powietrze i wolne tempo wiedenskiego popoludnia umila nam jazde.

Do serca miasta wjezdzamy trasami rowerowymi i zupelnie tracimy orientacje. Wieden jest ogromny i piekny. Po raz pierwszy zazdroszcze innym rowerzystom ktorzy swobodnie i elegsncko poruszaja sie po tym zawilym miescie nieobciazeni dlugoplanowym ciezarem.  Zupelnie zagubieni poddajemy sie w odnalezieniu naszego noclegu (zaaranzowanego przez moja bratowa Beatke). Znajdujemy nocleg I postanawiamy opuscic Wieden, moze odwiedzimy to miejsce innym razem.

W goscinie u Frau Herminy i Herr Franza  25.9.09

Po przebudzeniu postanawiamy odnalezc przyjaciol Beatki. Bez zadnego “tutejszego” Wieden jest piekny lecz bezosobowy. Znajac mieszkanca danego miejsca mozna poznac je od wewnatrz, nawiazac mocniejsza wiez. Ruszamy do Wiener Neudorf, miasteczka na przedmiesciach Wiednia.

Docierajac do miejsca (po 40km) mamy pewne watpliwosci jak to starsze malzenstwo zareaguje na nasze jednodniowe spoznienie gdyz nie mielismy sposobnosci ich poinformowac o zmianie planu. No I do tego brak znajomosci niemieckiego…

Puk, puk…drzwi otwieraja z rezerwa I pewnym zdumieniem. Jednak na wspomnienie imienia mojej bratowej lody topnieja i twarz Herr Franza rozjasnia sie szerokim usmiechem. No to ja wkolko Beata, to I Beata tamto… i rozmowa sie toczy! Pozniej tylko slowniki w ruch i potroszce  Rosyjski, Polski i Niemiecki i sie dogadujemy. Wieczor mija nam na ogladaniu licznych albumow ze zdjeciamy znajomych I nieznajomych gdyz Herr Franz uwielbia poznawac ludzi i przez dlugie lata pracowal dla organizacji charytatywnej czesto podruzujac na wschod.  Natomiast Hermiona zacheca nas do jedzenia abysmy mieli sile pedalowac i pokazuje nam swoje  rekodziela; szkatulkowe relikwie wykonane z ptasich jaj, przepiekne!! Goscimy sie u tych przemilych staruszkow przez dwa dni i opuszczmy Wiener Neudorf robiac liczne pamiatkowe fotografie. Dzieki Beatko, naprawde juz wspominamy Hermine i Franza…

Gdzies na poludniowo-wschodnim krancu Austrii  29.9.09

Jedziemy slimaczym tepem, zaczelismy pedalowac pozno i jakos to nam dzisiaj nie idzie…Pogoda nadal piekna. Oto przed nami wyrasta spora gorka ktora wyciska z nas poty.  Dojezdzamy do gory to pedalujac na przemian z pchaniem i wita nas bardzo ladnie ulokowane miasteczko z wieloma hotelikami. Zatrzemujemy sie w centrum. Chad idzie na zwiady, cos tu sie dzieje… Okazuje sie ze sa

tu cieple zrodla i glowny budynek  jest to poprostu spa. Postanawiamy zjechac dzisiaj z trasy duzo wczesniej, ulokowac sie gdzies i skorzystac z cieplych wod. Znajdujemy bardzo ladne zakwaterowanie i plum do wody. Baseny sa wypelnione przyjemnie ciepla woda.  Na koniec fundujemy sobie saune i jak prowadzi nas tabliczka rozdzielamy sie.

Wychadzac z przebieralni zaraz zaraz, a tu same golasy… sauna okazuje sie zgrupowaniem roznych saun, jakuzzi, zimnych basenikow z ta roznica, ze wszystko odbywa sie naturalnie! Majtki w dol i hop do jakuzzi!!

30.9.09

Szybka notatka. Jestesmy przy granice ze Slowenia. Dzisiejsza noc spedzamy na kampingu jeszcze w Austrii, ale za rzeka oczekuje na nas Slowenia. To do jutra.