You are currently browsing the tag archive for the 'Wersja Polska' tag.

47km

We woke early to catch the ferry to Island Cres. We were instantly charmed by this island as we began the slow rise into high ridge line that runs down it. Hand stacked rock walls made their mysterious prescence widely known to us as we worked our way up the hill. They existed everywhere; in the most absurd locations, where building them must have been a lifetimes worth of labor and appeared as though with a single gust would tumble to the ground.

We found a hole in one of the walls and wandered in to find a really nice secluded campsite. We stole some rocks from the walls and built a tall fire pit to keep our fire from wandering into the dry grasses.

Wersja Poska 10.20.09

Wyspy Chorwacji uslane sa drzewami oliwnymi (ktore sa wlasnie w sezonie i sama sie przekonalam, ze prosto z drzewa sa wstretnie gorzkie!!). Male poletka pokryte trawa lub onisto pomaranczowo gleba pocwiartkowane sa plotkami z kamieni. Wydaje sie, ze ktos uklada je porzadkujac wszystkie kamienie na wyspie, a jest ich sporo! Panuje niesamowity lad. Czasami niewiadomo co te ploty oddzielaja szczegolnie gdy polozone sa na niesamowicie stromych zboczach oddzielajac jedna bezuzyteczna czesc gory od drugiej. Towarzyszy nam wiatr, a przydrozne owce czasami witaja nas beczeniem.

DSCN3943

DSCN3945

DSCN3977

DSCN3994

DSCN4000

Cres Island

Tea Time by sheep ampitheater

Cres Island

City of Cres

DSCN4020

Ripe Fig from the tree

Lubljana

Odpoczywamy w miesie tysiaca dzwonow.  W miejsu zakwaterowania poznajemy rowerzyste z Niemiec, ktory rowniez obral poludnie na kompasie.  Opowiada nam o swojej tradycji, jako rzemieslnik aby zdobyc doswiadczenie w swoim zawodzie trzeba opusci swoje rodzinne strony na 3 lata i jeden dzien majac symboliczne 5 euro w kieszeni. Jest to jego nastepna wyprawa i tym razem na rowerze. Postanawiamy jutro razem wyruszyc w dalsza droge.

Budzimy sie slyszac koscielny dzwon na przemian z nieznosnym buczeniem budzika, pora wstac. To jest nasz trzeci dzien na Sloweni. Zatrzymalismy sie w bardzo ladnym miasteczku Ptuj aby zrobic sobie dzien odpoczynku. Mielismy wczoraj drugi deszczowy dzien odkad ruszylismy w trase, naszczescie i tak sie wylegiwalismy. Dzisiaj poranek rozpoczyna sie od pakowania i dalej w trase na zachod. Jedna zmiana w moim pojezdzie; wymienilam zebatki aby ulatwic sobie jazde, orginalna zostanie przeslana paczka do domu. Calusy!

W drodze do Wiednia  22.9.09

Dzisiaj przekroczylismy granice austryjacka. Oboje czujemy sie zupenie niezrecznie w poslugiwaniu sie niemieckim. Drogi, pomimo ze poczatkowo wydawaly sie nieznajome i gubiace sa w rownej mierze doskonale oznakowane. Jak do tej pory Austria wyglada na “ogolocona”, prawie w stu procentach ziemia jest wykorzystywana do celow rolniczych.

Wieden pachnie rzepakiem 23.9.09

Droga do Wiednia wiedzie poprzez wszelakie pola uprawne. Traktory i zmechanizowane urzadzenia uzytku rolniczego posuwaja sie z wona snujac za soba parawan z ziemi. Na

Horyzoncie ospale wiatraki.  Urodzajne pola oferuja ziemniaki, buraki cukrowe, dynie, marchew itp… Czyzby  nadalzaly wykarmic zglodniale miasto? Delektuje sie wonia rzepaku, ktory przywoluje wspomnienia z dziecinstwa.

Wiedenskie drogi szybkiego ruchu rowerowego  24.9.09

Dunaj witan as rozgrzanym sloncem i licznymi plazowiczami wzdluz tej poteznej rzeki. Przyjemnie chlodne powietrze i wolne tempo wiedenskiego popoludnia umila nam jazde.

Do serca miasta wjezdzamy trasami rowerowymi i zupelnie tracimy orientacje. Wieden jest ogromny i piekny. Po raz pierwszy zazdroszcze innym rowerzystom ktorzy swobodnie i elegsncko poruszaja sie po tym zawilym miescie nieobciazeni dlugoplanowym ciezarem.  Zupelnie zagubieni poddajemy sie w odnalezieniu naszego noclegu (zaaranzowanego przez moja bratowa Beatke). Znajdujemy nocleg I postanawiamy opuscic Wieden, moze odwiedzimy to miejsce innym razem.

W goscinie u Frau Herminy i Herr Franza  25.9.09

Po przebudzeniu postanawiamy odnalezc przyjaciol Beatki. Bez zadnego “tutejszego” Wieden jest piekny lecz bezosobowy. Znajac mieszkanca danego miejsca mozna poznac je od wewnatrz, nawiazac mocniejsza wiez. Ruszamy do Wiener Neudorf, miasteczka na przedmiesciach Wiednia.

Docierajac do miejsca (po 40km) mamy pewne watpliwosci jak to starsze malzenstwo zareaguje na nasze jednodniowe spoznienie gdyz nie mielismy sposobnosci ich poinformowac o zmianie planu. No I do tego brak znajomosci niemieckiego…

Puk, puk…drzwi otwieraja z rezerwa I pewnym zdumieniem. Jednak na wspomnienie imienia mojej bratowej lody topnieja i twarz Herr Franza rozjasnia sie szerokim usmiechem. No to ja wkolko Beata, to I Beata tamto… i rozmowa sie toczy! Pozniej tylko slowniki w ruch i potroszce  Rosyjski, Polski i Niemiecki i sie dogadujemy. Wieczor mija nam na ogladaniu licznych albumow ze zdjeciamy znajomych I nieznajomych gdyz Herr Franz uwielbia poznawac ludzi i przez dlugie lata pracowal dla organizacji charytatywnej czesto podruzujac na wschod.  Natomiast Hermiona zacheca nas do jedzenia abysmy mieli sile pedalowac i pokazuje nam swoje  rekodziela; szkatulkowe relikwie wykonane z ptasich jaj, przepiekne!! Goscimy sie u tych przemilych staruszkow przez dwa dni i opuszczmy Wiener Neudorf robiac liczne pamiatkowe fotografie. Dzieki Beatko, naprawde juz wspominamy Hermine i Franza…

Gdzies na poludniowo-wschodnim krancu Austrii  29.9.09

Jedziemy slimaczym tepem, zaczelismy pedalowac pozno i jakos to nam dzisiaj nie idzie…Pogoda nadal piekna. Oto przed nami wyrasta spora gorka ktora wyciska z nas poty.  Dojezdzamy do gory to pedalujac na przemian z pchaniem i wita nas bardzo ladnie ulokowane miasteczko z wieloma hotelikami. Zatrzemujemy sie w centrum. Chad idzie na zwiady, cos tu sie dzieje… Okazuje sie ze sa

tu cieple zrodla i glowny budynek  jest to poprostu spa. Postanawiamy zjechac dzisiaj z trasy duzo wczesniej, ulokowac sie gdzies i skorzystac z cieplych wod. Znajdujemy bardzo ladne zakwaterowanie i plum do wody. Baseny sa wypelnione przyjemnie ciepla woda.  Na koniec fundujemy sobie saune i jak prowadzi nas tabliczka rozdzielamy sie.

Wychadzac z przebieralni zaraz zaraz, a tu same golasy… sauna okazuje sie zgrupowaniem roznych saun, jakuzzi, zimnych basenikow z ta roznica, ze wszystko odbywa sie naturalnie! Majtki w dol i hop do jakuzzi!!

30.9.09

Szybka notatka. Jestesmy przy granice ze Slowenia. Dzisiejsza noc spedzamy na kampingu jeszcze w Austrii, ale za rzeka oczekuje na nas Slowenia. To do jutra.

Jestesmy mile zaskoczeni jak swietnie nasza dotychczasowa trasa jest oznakowana. Powszechne przekonanie jak to drogi w Polsce sa zle oznakowane (a moze to juz przeszlosc??) napewno nie dotyczy tras rowerowych! Na kazdym zakrecie jest drogowskaz wytyczajacy kierunek i odleglosc do nastepnej miejscowosci. Jak narazie nasza wytyczona droga wiedzie nas poprzez mniejsze miejscowosci na malo uczeszczanych drogach jak i polami i lasami czasami na dosyc wyboistych sciezkach (rowniez oznakowanych!).

Po drodze mijamy pola pokryte jesienna szata w brazowych barwach. Krajobraz jest zaskakujaco zmienny; wczoraj przekraczajac polsko-czeska granice wyrosly przed nami gory. Byl to jak do tej pory najbardziej wyczerpujacy dzien, lecz podjazdy w gorach kolo Jesennika zostaly wielokrotnie nam wynagrodzone dlugimi zjazdami jak i otaczajacym krajobrazem. Tam panuje okres letni. Stoki pokryte jasna zielenia co chwile kusza na maly odpoczynek.